NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
May 16, 2009 in Australia, Podróże

W drodze do Carvantes zatrzymaliśmy się w ramach wspomnień w Monkey Mia. Żeby nie było wątpliwości, wszystkie delfiny mnie rozpoznały.

Na nocleg wybraliśmy Denham, bo tamtejsze kempingi są zdecydowanie tańsze. Po ulicach chodzą dzikie strusie i całkowicie olewają ludzi. Jeden stanął przede mną w odległości 1m i w chwili gdy gryzłam placek wiśniowy, wysikał kupę. Urocze.

Punktem nie do przeskoczenia w Zachodniej Australii jest Pinnacle Desert, mieszcząca się w Nambung National Park. Z piaskowych diun wyłaniają się setki skalnych słupów. W okolicy można usiąść na plaży, by ją szybko opuścić z piaskiem w zębach.

May 14, 2009 in Australia, Podróże

Po okolicy Exmounth, czyli Cape Range National Park, przechadzają się emu. Wyglądają na dosyć oswojone z ludźmi, ale przy każdej próbie podejścia na odległość mniejszą niż 100m podnosi się kurz. Nadrabiały za to kangury, które grają z kierowcami w szachy. Raz jest szach, a raz i mat.

Samo Exmounth nie budzi zachwytu. Wszystko jest po prostu droższe niż powinno, zwłaszcza kempingi. Na każdym rogu namawiają nas na pływanie z whale sharks, bo to jedyna taka możliwość na całym świecie… my wiemy, że zdecydowanie taniej kosztuje ta sama przyjemność na Filipinach, więc odpuszczamy.

Do Cape Range National Park natura nie wpuściła jeszcze cywilizacji. Nie ma resortów, barów, ani sklepów z suwenirami. Całe dni upływają nam na pływaniu na Ningaloo Reef. Dosyć często ma to miejsce na Turquise Beach wyglądającym jak Whitehaven Beach, z rozmieszczonymi tuż przy brzegu rafami koralowymi. 

Do nurkowania lepsza jest pustawa Oyster Stacks, gdzie do wody wchodzi się prosto ze skał, a naokoło rozgwiazdy (w tym fioletowe), korale i ryby wszystkich barw. 

Po opłaceniu można tam również biwakować na specjalnie wyznaczonych punktach, co pozwala na poranną kąpiel wśród raf i budzik w postaci papug.

Gorzej jest z wszechobecną solą, bo pryszniców w jakiejkolwiek postaci brak. Stoi jedynie telefon na środku pustkowia.

Na końcu parku, przy Yardie Creek, pojawiły się ponoć krokodyle, więc pojechaliśmy zbadać sprawę. Zamiast tego zaatakowało nas stado much. Biegając odganiałam bydlaki, które bawiły się w grę z ¨luru polegającą na wchodzeniu do każdego otworu na mojej twarzy, kiedy T. pokazał mi kangurzycę z maleństwem w torbie. To jeden z tych widoków, o których się nie zapomina.

Tak jak i zachodów słońca.

May 12, 2009 in Australia, Podróże

Dzień zaczyna się tuż przed wschodem słońca. Wczesne poranki gromadzą na plażach miłośników raf. W porze odpływu brodzić można po kostki w mule i zbierać rozgwiazdy.

Jest to jednak sport niebezpieczny, niektórzy się przewracają, a ich ipod ląduje w wodzie.

Dzień przynosi wysokie temperatury i możliwość kąpieli w oceanie zupie lub wylegiwania na równie ciepłym piasku Cable Beach. Plaża pokryta jest tysiącem kulek wyturlanych przez kraby, aż serce ściska, gdy trzeba po nich przejść.

Najprzyjemniej robi się wieczorem, gdy słońce zachodzi, woda cieplejsza jest od powietrza i przejmuje kolor czerwieni, a my w niej wciąż siedzimy.

Rada dla odwiedzających – zawsze kładź ręcznik tuż przy wejściu na plażę, bo piasek jest mokry i przemoczy ręcznik oraz wszystko co na nim jest.

Jadąc widzieliśmy znak ostrzegający przed wielbłądami na ulicy i wzięliśmy go za dobry żart. W drodze powrotnej widzieliśmy wielbłądy na ulicy.

7 km od centrum miasta klify pofalowały się w nietypowe kształty  i przybrały odcień czerwieni, żółci i pomarańczy. Na tle nieba i oceanu wygląda to prawie nie rzeczywiście.

Przy bardzo niskim poziomie wody widać trasę dinozaurów i ich odciski mające ok 120 mln lat. Odnaleźliśmy jeden, ale przyjdzie mi za to zapłacić. Tracę klapkai ranię się w dwóch miejscach.

May 10, 2009 in Australia, Podróże

Punkt obowiązkowy, jeżeli zaistniała potrzeba zmiany opony, bo mają aż 5 serwisów! Jak na koniec świata to sporo.

Miasto znane jest przede wszystkim z więzieniem w baobabie, gdzie przetrzymywano niegdyś Aborygenów, by skazując ich za niepopełnione przestępstwa zmusić do niewolniczej pracy.

Ogromne wrażenie zrobiło na nas wyschnięte jezioro tuż obok mola. Ryby nie wyszly na tym najlepiej.

May 5, 2009 in Australia, Podróże

Zejście do cieśniny Hancock George w Karijini National Park trwa około 3h.

Schodzi się po skalnych stopniach, metalowej drabinie, idzie ścieżką zalana po pas woda, wspina po półkach skalnych, by zakończyć szlakiem pająka, na którym opierając się rękoma i nogami na dwu przeciwległych ścianach posuwać się do przodu.

Nagrodą jest dziura wodna do zmycia trudów i widok w górę.

NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM