NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
Tupiza
April 2, 2011 in Ameryka Południowa, Boliwia, Podróże , , , ,

Powrót na ziemię pełną nieutwardzonych dróg, gdzie dwie godziny jazdy taksówką przez pustynię kosztują mniej niż bilet na autobus miejski w Argentynia, kraj pysznych owoców i warzyw, gdzie woda z kranu może cię zabić. Witaj Boliwio, tęskniłam.

Wraz z przekroczeniem granicy od razu poczułam że to już Boliwia. W miasteczku był tylko jeden bankomat, strażnik od razu do mnie podskoczył i z uśmiechem na ustach oświadczył, że pieniędzy w nim nie ma, ale za godzinę już będą. Skorzystałam z wolnego czasu, zjadłam śniadanie, popiłam niedobrą kawą i po godzinie ten sam strażnik, z tym samym uśmiechem oświadczył, że nie ma w bankomacie pieniędzy, ale za godzinę będą.

Po południu dotarłam do Tupizy i pierwszą rzeczą, którą chciałam zrobić była jazda konna, to też uczyniłam. Niebo pokryte było pięknymi chmurami, co chwile przebijało się słońce, naokoło niesamowite formacje skalne, a po godzinie piorun walnął jakieś 200 metrów ode mnie i mojego konia. Po chwili gnałam do stajni jak Clint Eastwood w westernach.

March 4, 2011 in Ameryka Południowa, Boliwia, Podróże ,


Fajnie było dzielić z wami pokój

November 30, 2010 in Ameryka Południowa, Boliwia, Podróże , , , , ,

Ciało odpoczęło dusza się cieszy. Razem z Melisą łapiemy autobus do Uyuni. Droga jest przepiękna, tylko czasem jedziemy za blisko krawędzi. W autobusie unosi się warstwa kurzu, który notorycznie wdycham. Wydmuchując nos wydmuchuję ziemie. Plus jest mały problem z nawierzchnią i ograny odłączają się od reszty ciała, zaś biust trzeba trzymać by nie poszedł własną drogą.





November 23, 2010 in Ameryka Południowa, Boliwia, Podróże , ,

Facet z hotelu kupił mi bilet na autobus do Tupizy. Kilka godzin w autobusie. Potem K. okazała się aniołem. Każąc taksówkarzowi czekać poleciała po jedzenie i picie dla mnie. Potem nadszedł czas by opuścić łóżko. Więc poszłam, ja i pigułki usypiające dupę. Droga nie była zła, może prócz tego chłopca na kolanach matki, śpiącego na mnie przez całą drogę. Gdy w końcu zasnęłam, ktoś próbował wziąć plecak z moich kolan. To był policjant, jeden z kilku przeszukujących autokar. Byłam bardzo grzeczna, nawet podziękowałam. Znajoma tego nie zrobiła i skończyła świecąc paszportem i odpowiadając na te wszystkie dziwne pytania.

Do Tupizy dojechałam o jakiejś 4:30, czego konsekwencją okazać się miało płacenie za pokój podwójnej stawki. Nie chciałam tego, więc spędziłam siedząc przez kilka godzin na plecaku przed drzwiami hostelu, w towarzystwie psów i akompaniamencie Pavarottiego puszczanego przez jednego boliwijczyka siedzącego obok. Spytał co lubię i to była jego interpretacja The Cinematic Orchestra. Wraz ze światłem poranka weszliśmy do środka (bez psów). Było za jasno by spać.

Poszłam na główną plaza i zobaczyłam małego chłopca maszerującego z polską flagą! Tuż za nim tańczyły (lub próbowały) te wszystkie małe dzieci przebrane za flinstonsów, anioły czy cyganów. Powiedzieli mi, że to nie polska flaga, walić to. Dla mnie była polska!



NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM