NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
market
November 7, 2012 in Na codzień, Warte uwagi , , , , , , ,

Miejsce, gdzie wydałam dużo za dużo pieniędzy. Bluzka za 5 euro brzmi genialnie, dopóki nie kupisz ich 5, plus sweter plus… Raz w miesiącu można tam nabyć ciekawy dodatek do szafy lub płacąc 20 euro sprzedać część swojej. Z tym, że uprzedzam, ci którzy sprzedają zazwyczaj cały zarobek wydają na miejscu. Plusem jest dach nad głową i dobra temperatura w środku, w przeciwieństwie do tej na zewnątrz. Plus samo miejsce to ogromny kontener, zaś czas umila dobra muzyka, aż nóżka sama dyga. Nie ma to jak zakupy z kieliszkiem wina w ręku!
Dla odwiedzających Berlin, może będziecie mieli szczęście, sprawdźcie tu.





November 8, 2010 in Ameryka Południowa, Boliwia, Podróże , , ,



Wraz z Lisą czekałyśmy na autobus jadący z Santa Cruz do Sucre przez jakieś 2,5h. I to nie na terminalu ale piaszczystej ulicy, pomiędzy kozami i krowami po ciemku. Potem to młode urocze dziecko kopało w mój fotel przez większość drogi, nawet, kiedy spało. Noc była długa i zimna a jej większość spędziłam grając w karty na ipodzie. Ranek przyniósł nowe niespodzianki – wypadek samochodowy i wrak tamujący ruch. Pasażerowie wyszli z autobusu i patrzyli na zjawisko. Ofiary odwieziono już chyba do szpitala, a może po prostu wstali i odeszli. Na pewno nikt nie wpadł na to, żeby wrak usunąć ze środka ulicy.

Meldujemy się w małym rodzinnym hostelu, bierzemy upragniony prysznic, myjemy włosy, oddajemy pranie, idziemy na market a tam cuda się dzieją – świeżo wyciskany sok za 30 centów, sałatka owocowa z jogurtem i ręcznie ubijaną bitą śmietaną za 50 centów, a na przypieczętowanie odnalezionego raju na ziemi – talerz pełen warzyw i mięcha za 90 centów! Może w okolicy zalatywało nieco surowym mięsem, ale z czasem przestaje się to czuć. Potem chodzę po mieście i zatrzymuję się kolejno w każdej napotkanej piekarni i kupuję ciastka (zazwyczaj za 2 – 10 centów), po Azji schudłam z 5 kg, po Ameryce Południowej przywiozę chyba więcej niż tylko suweniry.





Miasto jest piękne i sprawia, że czuję się jak na wakacjach. Małe uliczki, białe domki, uśmiechnięci ludzie. Muszę przenieść się do Potosi, ale wrócę za kilka dni na niedzielny market.


Kupuję popcorn za 10 centów i idę odebrać ubrania z pralni. Te, które były kiedyś białe już nie są. Zielony też jest fajnym kolorem.

May 19, 2008 in Na codzień , , ,

W weekend około 60 projektantów i artystów prezentowało swoje małe/duże dzieła na Hope Street Market w Paddington Town Hall. Zobaczyć można było wiele, od haftów, broszek, naklejek, obrazów, ubrań, torebek, biżuterii, po artystów pieśniarzy, którzy umilali oglądanie.

Nie był to zwykły uliczny targ, których w Sydney nie brakuje i w weekendy są niemal wszędzie. Żeby móc wystawić swoje prace trzeba się było wcześniej zgłosić, wypełnić aplikację i spełnić szereg warunków połączonych z selekcją. Efekt był wyjątkowy, bo każde stoisko prezentowało coś wyjątkowego. W szale zakupów stałam się właścicielką pięknej powłoki zabezpieczającej mojego nieodłącznego Ipoda, zakupionego na stoisku kolegi T. Po znajomości dostałam zniżkę, $5 drogą nie chodzi, a po fakcie zakupu okazało się, że kupiłam projekt Hejza. Jednym słowem wspieram polską sztukę.

Patronem medialnym marketu był magazyn “Frankie”, czyli idealne odzwierciedlenie zawartości stoisk. Fajne było to, że wystawiający towary nie sprzedawali, tylko świetnie się bawili. Wszystko przy akompaniamencie kawałka dobrej muzyki.

November 5, 2007 in Na codzień , , ,

Na początku muszę napisać, że jest źle. Poprostu do dupy. August, z pewnością wiesz co czuję… Jedyne co mnie podtrzymuje na duchu to te listwy podłogowe!

A teraz reszta. W China Town jest wielki hangar w którym odbywa się targ. Całość nazywa się Paddys Market. Targ odbywa się codziennie i można na nim kupić wszelkie owoce, warzywa, przyprawy plus całą resztę do jedzenia. Ale tylko w niedziele, tuż przez 17.00 (po 17.00 zamykają wrota do raju) zaczyna się walka! Ponieważ handlarze muszą się pozbyć towarów, wyprzedają wszystko na koszyki, w koszykach cuda i każdy koszyk za dolara!

Market wygląda tak:

Czyli pełno ludzi, ścisk, tłok, przepychanka, walka, ale wygrana rekompensuje wszystko. Przez pierwsze 5 minut byliśmy z T. trochę przestraszeni, ale potem wszelkie opory puściły. Biegaliśmy, przepychaliśmy się, łapaliśmy koszyki i rzucaliśmy dolary. Wszyscy krzyczeli “one dollar, one dollar”, przezornie miałam całą kieszeń $1, więc zakupy poszły gładko. Pod koniec tak się wkręciliśmy w cały klimat, że ciężko było wyjść i przestać rzucać dolarami.

To nasze zakupy, całość za $15, haha:

Także na kolacje jedliśmy melona, na śniadanie sałatkę owocową, wieczorem dziewczyny przygotowały sałatkę warzywną ze smażonym kurczakiem, a po drodze owoce same wpadały w ręce. Od niedzieli żyjemy zdrowo.

NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM