NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
April 23, 2010 in Azja, Indie, Podróże

Wróciliśmy do Indii i trzeba było się gdzieś przedostać. Od granicy dojechaliśmy autobusem do Gorakpur, a tu trzeba było kupić bilety na pociąg do Varanassi. Dobić się do okienka nie było łatwo, bo na wszelkim możliwym metrze kwadratowym leżą ludzkie ciała w trakcie drzemki a pomiędzy nimi krowy i ich placki, przy okienku męski tłum totalnie lekcewarzący żeńskich obcokrajowców plus generalne olanie kobiet przez kasjera (do momentu kiedy Jola doprowadziła go do porządku). Do tego dochodzi możliwość zakupu biletów dopiero na 2h przed odjazdem pociągu (mają tu bardzo rozwiniętą sprzedaż internetową i ona ma pierszeństwo), nasz miał startować za 4h. Poszliśmy na piwo, wróciliśmy, kupiliśmy (kasjer kazał zawołać Jolę, bo tylko jej sprzeda nasze bilety, zrobiła tak piorunujące wrażenie, że T nie został obsłużony) i zostały nam kolejne 2h do pociągu, więc wróciliśmy na kolejne piwo. Jest już dosyć późno, ok 22:00, więc ja zasypiam przytulona do plecaka. Reszta towarzystwa czuwa przy piwie.

Gdy wracamy na dworzec, szybko odnajdujemy peron i szybko dostrzegamy wiadomość, że nasz pociąg jest opóźniony wpierw o 3h, potem o 2h i to sie tak wciąż zmieniało.

Kładziemy torby na ziemi i wygodnie się na nich układamy. Hindusi są przygotowani na takie sytuacje, bo niemalże każdy miał folię i chustę do rozłożenia na ziemi i spał na niej w oczekiwaniu na pociąg. Wciąż słyszę lejącą się wodę, więc pytam w końcu T. gdzie ta woda. Ten patrzy na mnie z niewyraźną miną i odpowiada, że to nie woda, ale panowie sikający na tory. Podchodzą oni do krawędzi, kucają i tadam. W celu załatwienia pozostałych potrzeb elegancko idą na tory.

Przyjeżdża pociąg i zaczyna się bieg, bo za nic  nie możemy znaleść naszego wagonu. Ze wszystkimi bagażamy biegniemy na przód – tył – przód pociągu, w między czasie dołanczają do nas inni obcokrajowcy i biegamy razem. Do regularnych sleeperów już nie wejdziemy, bo lokalni dosłownie się o nie bili, więc pokazanie biletu na niewiele by się zdało. Nie widzimy nikogo, kto mógłby udzielić nam jakiś informacji. Słyszymy tylko w trakcie biegu jak ktoś krzyczy “no panic!”. W końcu zatrzymuje nas rozbawiony facet i pyta, czy mamy problem, my na to, że w sumie tak, bo pociąg zaraz odjeżdża, nie ma przejść pomiędzy wagonami, a my nie mamy zielonego gdzie jest nasz. I wtedy się dowiaduję, że zaraz doczepią nasz wagon.

Dostaliśmy przedział z 4 łóźkami i zamykanymi na klapę drzwiami. Konduktor kilkukrotnie powtarza, żeby zamknąć się na noc. W oknach kraty, drzwi zamknięte, Jola na łóżku obok, jest ok. Jeszcze tylko szybka walka z malarią, czyli próba wybicia dziesiątek komarów latających po przedziale i nadszedł czas zasłużonego snu.

  • Karol

    :-) to brzmi tak, jak przygoda poczciwa PKP w latach 80´ z Leby do Katowic. Milej podroży dla Was i sporo relacji dla nas. pzdr. Karol

NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM