NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
September 18, 2007 in Na codzień , ,

Pozbijaliśmy meble i mieszkanie wygląda coraz lepiej. Popijaliśmy wino, oglądaliśmy “Przyjaciół”, a T piekł ciasto. Próbowałam mu pomóc, ale kiepsko to sie skończyło.

Tak wygląda kanapa

tak reszta ciasta

a tak mój palec po ścieraniu cytryny!

Teraz już mamy potwierdzenie tego, co zawsze mówiłam – NIE POTRAFIĘ I NIE MOGĘ GOTOWAĆ ANI PIEC!

September 17, 2007 in Na codzień , , , ,

Śniadanie u Billa zaliczone. Może nie do końca śniadanie bo było po 13.00, ale dania iście śniadaniowe. Zjadłam pancake z bananem i syropem klonowym, a T coś dziwnego i bardzo dobrego. Pati, bardzo klimatyczne miejsce! Restauracja, w której czujesz się jak w domu, a moca z prawdziwą czekoladą!

W sobotę popłyneliśmy do Manly. Co weekend organizują tam targ, na którym można kupić ręcznie robione ubrania, paski, biżuterię i inne cuda. Jest tam też długa plaża z białym piaskiem i surferami. K. mówiła, że ma zamiar znaleść sobie chłopaka surfera. Mój chłopak ma zamiar ze mną surfować. Wzdłuż plaży ciągnie się deptak, a na deptaku zamiast gołębi papugi. To była mega frajda, zrobiłam ze 100 zdjęć. Gołębiami się tak nie podniecałam.

W niedziele atak na Ikea. Dotarliśmy w trakcie alarmu pożarowy i przez jakieś 45 min opalaliśmy się w pobliskim parku ,bo ewakuowali budynek. Potem poczuliśmy się jak za dawnych dobrych czasów na Targówku, kiedy dekorowaliśmy nasze mieszkanie. Te same meble, te same wystawy, ten sam tłok i te same ceny, tyle że zamiast PLN są $. Mamy czerwoną sofę, biurko, ławę i szafki obok łóżka. Panowie dzisiaj dostarczyli sprzęt, zapomnieli tylko o nogach do biurka. Za to pochwalili nasze minimalistycznie umeblowane mieszkanie – jeden zielony stolik i jedno krzesło. Za pare godzin T wraca z pracy i będziemy sręcać przy winie.

W końcu zobaczyłam pająka z naszego tarasu. Wcale nie jest mały i na pewno nie maleje, bo na jego pajęczynie jest pare trupów, więc żyje i jje. Niestety są też większe, czyli nie stresowałam się na darmo. Pare dni temu widzieliśmy z T na ścianie naszego budynku ogromnego pająka! Cielsko miało z 2 cm + długie włochate nogi. T był dzielny (mój bohater), ja uciekłam i pewnie gdyby nie strach żechałas na niego podziała, głośno bym piszczała.

September 14, 2007 in Na codzień , ,

Wczoraj T ciężko pracował, a ja poszłam z K na piwo do pobliskiego baru. Tam usłyszałam fenomenalne newsy. W pobliżu Hyde Parku mieszka Russell Crowe. Usnułyśmy plan, jak to będę czatowała pod jego domem za drzewem i jak będzie wychodził, przypadkiem na siebie wpadniemy. Od słowa do słowa… poznam go z K, a potem będę świadkiem na ich ślubie. Plan dosyć prosty, powinien wypalić.

Kolejnym newsem jest fakt, że w kawiarni sąsiadującej z hostelem K, częstym bywalcem jest aktor grający Charliego w Heartbreak High. To australijski serial, który oglądałam w podstawówce i dzięki niemu jako 13-latka chciałam wyemigrować do Australii.

Świat jest mały. Jen chwilowo nie ma w Sydney, a jakiś przyjaciół trzeba mieć na miejscu…

September 13, 2007 in Na codzień , , ,

Odkąd przyleciałam wszędzie widzę dbających o siebie ludzi. Biegają, ćwiczą, grają i dobrze wyglądają. W przerwie na lunch można spotkać grupki znajomych, którzy spotykają się w parku by przez godzine pograć w nogę, rugby albo te inne różne gry. Ja to raczej oglądałam w tv i to tylko wtedy jak mieszkałam z Augustem i czasem wypadało, żeby włączył coś “męskiego”. Ludzie garną się tutaj do robienia czegokolwiek, byle nie marnować czasu. O statnio widziałam w parku grupę ludzi, którzy postanowili nauczyć się w trakcie lunchu żonglować piłeczkami.


Mimo wszystko w większości przypadków ludzie biegają


Odwiedziliśmy już z T pare knajpek, polecam zwłaszcza Bill&Toni’s n Stanley St. – świetne jedzenie i jeszcze lepsze ceny, i stwierdzam, że wszędzie i wszystko je sie pałeczkami. Oczywiście można zawsze wziąść sztućce, ale nikt tego nie robi. T radzi sobie wyśmienicie, a ja sobie “radze”.

Mamy też na Oxford St mały bar, gdzie podają świeżo wyciskane soki z czego tylko się chce. Mieszają dosłownie wszystko. Ja zażyczyłam sobie dzisiaj marchewke z jabłkiem i jakimś dziwnym zielskiem co podziałało lepiej jak dobra kawa o poranku.

Miałam też już pierwsze starcie z pająkami. Co prawda nie zdążyłam ich zobaczyć ale i tak ostro się wystraszyłam. Jako fascynatka przyrody zwiedzam tu każdy park po kolei. Wczoraj była kolej na Centennial Park. To największy park w Sydney. Mają tam kilka stawów, kupe ptaków i papug, które wszędzie siedzą i małe bagna. Można też zaadoptować drzewo i patrzeć jak rośnie. Po przeczytaniu książki “It’s not how good you are, it’s how good you want to be” – prezent od T, poszłam pospacerować po bagnach. Mają tam taką drewnianą dróżkę i co jakiś czas przystaje się, żeby przeczytać co jest w danym zakątku, jakie robactwa ale też ptaszki i roślinki. Była tam taka ogromna paproć. Stanęłam sobie pod nią i zaczynam czytać, że sprowadzili ją specjalnie z bla bla i że chowają się w niej wszystkie okoliczne pająki i żeby raczej pod nią nie stawać. Jak miałam pod nią nie stawać skoro chciałam przeczytać kartkę! Uciekłam dosyć szybko i sprawnie i przez cały bieg miałam wrażenie że coś po mnie łazi. Na koniec weszłam w moich japonkach na ichnie moke tereny, po czym sie zgubiłam. Ostatecznie obeszłam cały park. Miałam tam być godzine, byłam z 4.

Na koniec dzieło naszego osobistego pająka.

September 10, 2007 in Na codzień , ,

Dzisiaj ok 13.00 zadzwoniła Pani z lotniska i powiedziała, że moja walizka została odnaleziona. Po kilku godzinach przywieźli mi ją do mieszkania. I było w niej wszystko! Nawet nie otworzyli kłódki takimi wielkimi ogrodowymi szczypcami (widziałam na lotnisku jak jednej Chince tak zrobili, bo mówiła, że nie wie gdzie ma kluczyk, a okazało się, że ma w środku kilka paczek cukierków – oczywiście niedozwolone, więc jej zabrali). Nie mam materialistycznych ciągot, ale jednak jestem związana z moimi rzeczami. Teraz mam już buty i mogę się lansować na mieście.

Dzisiaj był dosyć szybki dzień. Umówiłam się z T na lunch, kupiliśmy sałatki w salad barze (pycha!), kawę dla mnie i rozsiedliśmy się w Hyde Parku na trawce zaraz obok stawu. Ciągle mijali nas biegający ludzie, T powiedział, że tutaj ludzie w czasie lunchu idą sobie pobiegać, ciekawe jak by wyglądała Warszawa gdyby to się u nas przyjęło.

Mieszkanie jest boskie i słoneczne. Jakoś w weekend jedziemy po kanapę, biurko i inne pierdoły.

Na naszym balkonie mieszka mały pająk. Niby nic nadzwyczajnego, ale jak przypomneęsobie te wszystkie opowieści Magdy B. o tutejszych pająkach, zaczynam łapać schize, że nas w nocy wymorduje. A T każe mi opuszczać pokrywkę od kibelka bo podobno może coś z niego w nocy wyleźć.

NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM