NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
Australia i Oceania
April 21, 2009 in Australia, Podróże

Wyjście na płytę lotniska w Alice Springs równa się z oberwaniem po twarzy 40-stoma stopniami i żarem lejącym się z nieba. Dojście do punktu odbioru bagażu to totalne odwodnienie.

W mieście wszędzie naokoło widać Aborygenów siedzących w cieniu drzew. Jest w tym coś mistycznego. Nie te białe reklamówki z Coles obok nich, ale wyraz twarzy i sposób, w jaki słuchają wiatru. Można również zobaczyć inny obrazek – kolejkę pod monopolowym bogatą w przedstawicieli tej samej społeczności – ale gdzie się to nie zdarza… Australijczycy mówią, że Aborygeni są nieśmiali, oraz e unikają kontaktu z białymi. Nas na powitanie zagadną starszy Pan i z pewnością rozmowa trwałaby dłużej, gdybyśmy byli w stanie zrozumieć, o czym mówi.

Do Uluru mamy jakieś 400 km drogi i błogosławieństwo w postaci klimy i ograniczenia 130 km/h. W gwoli wyjaśnienia – w Australii nie jeździ się szybciej niż można, a jak się spróbuje, to się zostanie złapanym i ukaranym.

Na miejsce dojeżdżamy z chwilą zachodu słońca, co sprawia, że nasz pierwszy kontakt ze skałą jest w najbardziej korzystnym dla niej czasie. Czerwień mieni się wszystkimi odcieniami, by ginąć powoli w cieniach. Ayers Rock jest ogromna.

Jedziemy na pobliski camping, gdzie leżymy w moskitierze od namiotu. Tak jak i reszta obozowiczy nie zakładamy pokrywy, jest 30*C. Na niebie widać tysiące gwiazd i jest za gorąco by zasnąć.

Pobudka o 5:30 rano. Park otwierają o 6, a my stoimy drudzy w kolejce. Jedziemy na specjalne miejsce wyznaczone na wschód, co okazuje się nieporozumieniem, gdyż miejscówka “zachodowa” jest o wiele lepsza i widoku nie zakrywają wysokie krzaki i głowy turystów.

Słońce wzeszło, a z nim powróciły muchy. Dla przedstawienia problemu należy zrozumieć specyfikę miejscowych much:

- jest ich dużo,
- starają się latać w odległości nie większej niż 3 cm od twarzy ofiary i jak najczęściej na niej siadać,
- mechanizm obronny w postaci odganiania poprzez machanie rękami działa jak zachęta do zabawy i owocuję w grę polegającą na wyścigu ręki z muchą,
- mucha zawsze wraca w to samo miejsce na twarzy,
- z czasem pojawia się element zabawy w chowanego – wchodzą do uszu, nosa, ust i bardzo chcą do oczu,
- wszystko trwa tak długo, ile jesteś poza autem.

W drodze do Olgas, skały mającej niego inny układ od Uluru, chcieliśmy zjeść śniadanie, lecz poddaliśmy się po pierwszych minutach szykowania. Szansy na ugryzienie kanapki bez muchy spadły do zera. T. w desperacji wylał trochę wody z baniaka,  tworząc obok siebie kałużę. Tu nastąpiła scena żywcem z filmów dokumentalnych National Geographic – w mgnieniu oka zleciały się ptaki wyglądające jak gołębie z czubkami, obskoczyły źródło i wypiły wszystko do ostatniej kropli.

W drodze powrotnej ogromną atrakcją było dla nas pozwalanie na wyprzedzenie pociągom drogowym, cóż, jestem wolna.

April 19, 2009 in Australia, Podróże

Lżejsi o dwa lata dorobku wpakowaliśmy co zostało w wynajęty samochód i z perspektywą zrobienia około 1000 km w jeden dzień, ruszamy do Melbourne.Obowiązkowy przystanek w Camberra, zwanej przez Australijczyków Boringerra. I faktycznie misto, które wygląda jak Natolin ma w sobie Parlament House i to by było na tyle. Nawet ulice świeciły pustkami.

W nocy dojeżdżamy do australijskich Greberów na kolejną dawkę pożegnań i padamy. Za 24h lot do Alice Springs, a przed nami jeszcze próba ogarnięcia nadbagażu, zorganizowanie wiz i ubezpieczeń no i zaplanowanie podróży.

April 19, 2009 in Australia, Podróże

John Lennon powiedział, że życie to to, co się dzieje, kiedy robisz inne plany. Więc przestaliśmy. O ile fajnie było planować kolejne 2-tygodniowe urlopy i krótkie weekendowe wypady, postanowiliśmy spróbować czegoś innego. Sprzedaliśmy meble, zwolniliśmy mieszkanie, wysłaliśmy paczki do A. i pożegnaliśmy się ze znajomymi. Plan wydaje się prosty. Zobaczyć niewidzianą jeszcze część Australii i kierunek Azja Południowo Wschodnia. Co dalej…zobaczymy.

April 19, 2009 in Australia, Podróże

Tasmania to idealne miejsce na chill out i obcowanie z naturą, gdyż większość jej terytorium zajmują parki narodowe. Można tu spotkać diabły tasmańskie (obecnie dziesiątkowane przez wirusowe zapalenie paszczy), ekidny, przespacerować pomiędzy drzewami gigantami i cieszyć się spokojem.

Ogromne wrażenie robi Tama Gordon, ale lepiej nie wspominać o tym miejscowym, bo traktują ją jako zło niekonieczne. Jej budowa doprowadziła ostatecznie do zalania okolicznych lasów, co zaowocowało cmentarzyskiem drzew, widok dość przygnębiający.

Turyści raczej nie wiedzą wiele o wyspie i trafiają tam chyba przez przypadek. Czekając w kolejce do kasy słyszałam jak klientka płacąc zapytała, czy akceptują tam australijskie pieniądze. A szkoda, miejsce to ma wiele do zaoferowania.

Hobart to dobry początek, z najlepszą piekarnią w Australii i Mount Wellington z którego widać zarówno miasto jak i okolice (kiedy wjechałyśmy na górę padało, wiało i było chyba 5 stopni na plusie). Dalej Bruny Island i tysiące małych pingwinów tworzących ścieżki na piasku. Tasman Penisula to miejsce obowiązkowe, chociażby ze względu na Eaglehawk Neck – piekną formację wybrzeża, która przy lekkim odpływie tworzy lustra odbijające niebo. W Launceston zaliczyć należy spacer po Cataract Gorge, by chodząc po pionowych bazaltowych klifach znajduje się ukryty ogród z pawiami. Nietypowym okazuje się Sheffield, miasteczko, które walcząc o turystę udekorowało ściany muralami. Wszystko w maksymalnej odległości 3 godzin jazdy samochodem.

Nie przeszkadzają nawet lodowate noce i obowiązkowa pobudka o 4 nad ranem, by włączyć silnik i ogrzać się przy dmuchawie, noszenie ubrań termalnych i dresów do spania i walczenie, która pierwsza wstanie i wpuści trochę tlenu do vana.

Jedyne co razi to setki potrąconych zwierząt leżących na poboczach dróg.

April 15, 2009 in Nowa Zelandia, Podróże , ,

Pomimo miejsc, które tworzą całość Nowej Zelandii, sama droga jest czymś, czego się nie zapomina. Zewsząd otacza przestrzeń, na którą składają się ciągnące się kilometrami pola, łąki, góry, wzgórza i lasy. Tysiące pasących się wystraszonych życiem owiec, wszechobecne byki, gapiące się krowy, stada jeleni i saren. Gdziekolwiek spojrzysz jezioro z różnymi gatunkami ptaków i kwiatów, a w każdym koncie paproć.

Diabeł tkwi w szczególe, czymś co sprawia, że dane miejsce staje się dla nas bardziej atrakcyjne. Na wyspie znajdziesz najróżniejsze dziwactwa, które wplatając się w otoczenie tworzą coś na rodzaj symbolu. W drodze, zarówno w lesie, na plaży czy polanie widzieliśmy wierze stworzonych z poukładanych na sobie kamieni. Dalej dziesiątki par butów przewieszonych przez płot i zwariowany puzzling world.

<

W każdym, nawet najmniejszym miasteczku jest lokalna piekarnia ze smaczną bułką na śniadanie, zaś po drodze (nie na autostradzie) kupić można na straganie jabłko lub marmoladę domowej roboty i w ten sposób rozpocząć dzień.

Drogi prowadzą przez tunele, mgłę, wbiegające pod koła zwierzęta lub jedno kierunkowe mosty. Zawsze znajdziesz przystanek na kawę lub posiłek i zawsze będzie tam bieżąca woda i godne warunki do załatwienia innych spraw. I zawsze możesz odpocząć. Co kilka kilometrów widzisz znaki zachęcające do rozprostowania kości lub 15-sto minutowej drzemkę. A jak masz ochotę popatrzeć na morze lub ocean znajdź latarnię morską, która z pewnością jest gdzieś w okolicy.

Jednak, jak to w życiu, zdarzały się również tragedie.

NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM