NA CODZIEŃ WARTE UWAGI PODRÓŻE
Urugwaj
January 27, 2011 in Ameryka Południowa, Podróże, Urugwaj ,

Ze względu na krótkoterminowość wspólnego bycia stawiamy na wakacje. Tak trafiliśmy do Montewideo, tzw. dużego miasta, gdzie pierwszy raz śpię w hotelu. Wchodząc przez drzwi w głowie brzęczy myśl “nie stać nas”, cena okazała się niższa niż za dwa łóżka w dormie. Wygodny materac, czysta, biała pościel, telewizor z kablówką, lodówka, pachnące ręczniki i nawet net. Nie chcę go już nigdy opuszczać. Ale muszę, T. chce zwiedzać. Totalny brak zrozumienia.


Mieszkamy tuż obok historycznej części miasta, gdzie w trakcie spaceru siedząca przed domem staruszka krzyczy, że nas zaraz okradną, za dosłownie 30 sekund podchodzi kolejny człowiek i mówi to samo, więc zawracamy na ścieżkę, gdzie więcej uzbrojonej policji.




Mówią, że Urugwaj to Szwajcaria Ameryki Południowej, coś w tym jest, drogo tu. No i może wszystko jest lepiej zorganizowane.

Na ulicach metalowe budki z hot-dogami i najróżniejszymi ich odmianami, główna jadalnie T. Autobusami dostać się można na kilkanaście plaż, robimy rundkę.




Nie wiem co więcej pisać, bo w głowie mam nadal pachnącą pościel, ciepły prysznic i filmy przez całą noc. Powinnam mieć raczej te plaże, ulica, kawiarnie i spacery o zachodzie słońca, ale następną noc spędziłam na macie na lotnisku pod chustą, z głową na kolanach T. i śnił mi się chyba ten pokój z Montevideo.

January 24, 2011 in Ameryka Południowa, Argentyna, Podróże, Urugwaj ,

Po Mar del Plata jestem nadal optoczona piaskiem jak schabowy panierką. Nic nie muszę. Wylądowaliśmy w Buenos Aires, nie ma biletów na nocne do Montevideo, nie kąpałam się od kilku dni. W ostatnim autobusie nie puścili filmów dranie, dali za to woreczek ze słodyczami. Wolę film.



Jest 21:00, po całej akcji organizowania biletów 24:00, więc zostajemy na terminalu autobusowym. Rozkładamy matę przy gniazdku, jest net. Piszę, a T śpi lub biega na papierosa. Gdy ostatni autobus odjeżdża zostajemy my i bezdomni. Wciąż ktoś podchodzi i prosi o pieniądze. Śpimy na terminalu ale chyba wyglądamy na bogaczy. W końcu wygląda się jak się czuje, a ja czuję się bardzo dobrze.

Na promie zajmujemy miejsca w 1-szej klasie, to były ostatnie bilety. Nie dali szampana, tylko fotele większe. Po 3 godzinach dopływamy do Colonia del Sacramento. Jest gorąco, więc idziemy na lody, potem kupujemy talerz mięs i upał się kończy ustępując burzy. Namiot rozkładamy w deszczu. Ciepła woda jest od 20:00, a łazienka przypomina te w więzieniu – ogromne pomieszczenie z kilkoma rurami wystającymi z sufitu. Nie można zamknąć drzwi.











NA CODZIEŃ
Notatki z życia codziennego.
WARTE UWAGI
Wszystko co lubię oraz co warte jest chwili Twojej uwagi. Moje inspiracje z różnych dziedzin.
OTRZYMUJ WPISY MAILEM
ODWIEDZAM