Sorting it out.
Every each day.

Powtórka z rozrywki - czyli mieszkanie w Amsterdamie

Pamiętasz jak wprowadziłeś się do swojego mieszkania, gołe białe ściany, niezakłócona meblami przestrzeń i sto pomysłów jak je urządzić, co gdzie postawić? Te wycieczki do Ikea i designerskich sklepów, targów ze starociami, kolekcjonowanie przedmiotów, schowek z rzeczami, które “kiedyś się przydadzą”…

Do tematu zaczyna się podchodzić nieco inaczej, gdy człowiek zmienia miejsce zamieszkania dość często, a tym bardziej kraj zamieszkania i nie wie czy ten kolejny jest tym ostatnim.

W Polsce pozostały w piwnicy kartony z naszym dorobkiem. Czekają na chwilę, kiedy w końcu ktoś je otworzy.

W Sydney zostawiliśmy wszystko, prócz 120 kg bagażu. Pożegnaliśmy się z meblami, kubkami, widelcami i garnkami. Większość oddaliśmy, część sprzedaliśmy. I tak zaczął się kolejny etap naszego życia, ten z plecakiem na plecach i minimum bagażu.

W trakcie “chwili” w Polsce nie gromadziliśmy przedmiotów, nie odkopywaliśmy starych. Odpoczywaliśmy.

A teraz zabawa zaczyna się od początku w Amsterdamie. Najpierw mieszkanie. Ogłoszeń sporo, zaś znalezienie odpowiedniego znacznie utrudnione ze względu za cenę. Początkowo myśleliśmy o pokoju, ale do par podchodzą z dystansem, w sumie im mniej osób w mieszkaniu tym lepiej.

Znalazłam coś interesującego. dzwonię. odbiera miły pan. tak. mieszkanie jest aktualne. tak cena ta sama. czy wymagamy kaucji? tak, za dwa miesiące. czy to wszystko? Nie, do ceny dochodzą rachunki za wodę, prąd, wywóz nieczystości, internet, kablówka i odpowiednik czynszu za jeden miesiąc dla pośrednika. Dziękuję, nie zamierzam inwestować 5000 euro w pierwsze podanie ręki.

Sprawa ze znalezieniem mieszkania nie jest w Amsterdamie prosta, jest ich znacznie mniej niż potrzebujących i ceny rosną do niebotycznych kwot. 1100 euro za małe mieszkanie to standard. Dodatkowo wiele z nich znajduje się “na widoku”, tzn w miejscu, gdzie wg powszechnego mniemania powinien być sklep. Przez pierwsze tygodnie zdarzało mi się zaglądać do środka prywatnych lokali z przeświadczeniem, że to wystawa sklepowa. Nie ma rolet na oknach, ludzie są ekshibicjonistami.

W końcu znaleźliśmy to wymarzone, przez przypadek, ale to nie jest istotne. Jest łóżko, kanapa, stół, dwa krzesła, fotel, meble kuchenne - niczego więcej do szczęścia nie potrzebujemy. Czasem znajduję genialne meble na ulicy, dosłownie. Zaczynamy “normalne” życia, bez sympatycznego pana podającego co rano śniadanie do pokoju (super sprawa, ale 2,5 tygodnia jajek na twardo, chleba tostowego, 2 plasterków sera i 2 plasterków wędliny może się przejeść).

Wraz z nowym mieszkaniem i totalnym brakiem chęci na nabywanie wszystkiego co zbędne i co z pewnością zostanie zostawione za nami, znajdujemy pośrednie rozwiązania. Za szklanki robią słoiki. Za czajnik garnek. Pojemniki na wszystko co powinno mieć pojemnik wycinam i składam z filcu. Zdjęcia nie potrzebują ramek, mogą wisieć na sznurze przytrzymywane klamrami. Tosty smakują podobnie robione na patelni. I życie stało się prostsze a przestrzeń nas otaczająca obszerniejsza.

Bookmark and Share

Sorted out on Saturday, August 7th, 2010

14 Responses. Add yours!
Unosimy się ponad chodnikami

Mieszkanie w Amsterdamie ma kilka plusów:

- to stolica sztuki,

- zalegalizowana prostytucja,

- zalegalizowane jointy,

- przemieszczanie się rowerami na porządku dziennym,

- blisko do Brukseli,

- parki za rogiem,

- grillowanie w tych parkach,

- uliczne markety,

- natura w zasięgu rowerowego koła,

- wiatraki,

- sery (och tak),

- życie na wystawie które karmi moje oko,

- piwo z Belgii za cenę w Belgiii

to wszytko, czego gdzie indziej zrobić bym nie mogła i koty.

Unosimy się ponad chodnikami.

Bookmark and Share

Sorted out on Saturday, July 31st, 2010

7 Responses. Add yours!
Pomieszkajmy w Amsterdamie

Powrót do rzeczywistości spłodził w naszych głowach nowe pomysły. Sydney było genialne, w Nowej Zelandii sie zestarzeje, Azja to swojego rodzaju szkoła życia, bo gdzieś po drodze sokowirówka i lepszy samochód przestały być tak ważne.

Trzeba sie na chwile ustabilizować, więc może pomieszkajmy w Amsterdamie. Przeszło, spakowaliśmy co przesłaliśmy, wylądowaliśmy.

Zamieszkanie w nowym mieście, bez względu na lokalizacje, ma to do siebie, że trzeba znaleźć lokum sprzyjające egzystencji. Craig’s list przedstawia wiele możliwości, pokój wydaje się rozsądnym wyjściem, zwłaszcza, że Amsterdam nie należy do najtańszych pod tym względem. Piszę, dzwonię, próbuję się sprzedać i to nawet czasem wychodzi, z tym, że mogę wprowadzić się sama, bez chłopaka, bo par nikt nie chce. Po jakimś 1,5 tygodnia przestaję szukać pokoju i staram się o mieszkanie. Ogłoszeń poniżej 1000 E nie ma zbyt wiele. Przeszkoleni w różnym dostępie do jedzenia postanawiamy przejść na głodówkę, ale mieszkanie trzeba mieć. Dzwonię, oglądam, niektóre miejsca straszą, inne są urocze, więc pytam, czy to 1100 E obejmuje rachunki i internet. - Nie - odpowiada przesympatyczny pan - rachunki i podatek od rejestracji trzeba opłacać samemu, ale to tylko jakieś 150 E miesięcznie, plus 1000 E dla agencji, żeby czuwała nad mieszkaniem i 2000 E depozytu. Czas sprzedać nerkę.

W opresji pomaga znajoma znajomego, która postanowiła zacząć poważny związek i przeprowadzić się do chłopaka, pozostawiając mieszkanie do wynajęcia. I jak w większości historii życiowych bywa, miłość nas uratowała.

Bookmark and Share

Sorted out on Sunday, June 13th, 2010

3 Responses. Add yours!
Bruksela oraz piwo zagryzane czekoladkami i serem

Weekend, który pozwolił na spotkanie po latach, obfitując przy okazji w litry Krieka, gramy czekolady i śmierdzącego sera. Antoine, Cecile i Nicolas spisali się na medal i pozwolili zobaczyć Brukselę od tej lokalnej strony.

Kiedyś w pociągu do Berlina poznałam Belga, który opowiadał z niesamowitą pasją o muzeum komiksów w Brukseli - ponoć wielki fan. I tak zrozumiałam, że Smerfy nie pochodzą z Polski.

Bookmark and Share

Sorted out on Tuesday, June 8th, 2010

7 Responses. Add yours!
Berlin!

Tak jak Sydney jest najlepszym miastem do życia, Berlin to Berlin. Ma w sobie wszystko prócz wiecznego lata i plaży na wyciągnięcie ręki.

Są za to kawiarnie, w których nie można używać laptopów bo psują nastrój miejsca,

mieszkania wielkości stodoły,

muzea i galerie

oraz ulice

Bookmark and Share

Sorted out on Monday, June 7th, 2010

4 Responses. Add yours!
Page 2 of 51«12345»...Last »



Browsing it.
Regularly & Accidently.
Now you can...
GTNW Kategorie
It's been a while now...
GTNW Archiwa
GTNW Flickr
Ostatnio dodane
Kontakt
GoldenTimesNewWoman