Moje największe australijskie osiągnięcie
Życie zmusza nas nie raz do nie jednego. Mnie jakiś czas temu zmusiło do prowadzenia CIĘŻARÓWKI.
T nadal nie ma prawa jazdy i z tego na co wygląda jest mu z tym dobrze (czyli żona wozi mu tyłek i nie zamierza tego stanu rzeczy zmieniać). Dodatkowo musieliśmy się przeprowadzić, mamy już całkiem spory dobytek (meble) a firmy “przeprowadzkowe” biorą niebotyczne kwoty za godzinę pracy. Tak też T wpadł na bardzo dobry pomysł, żeby wynająć vana. Potem okazało się, że wynajął ciężarówkę, która była DUŻA!
Pan z wypożyczalni, po przedstawieniu mi auta, ostro mnie zestresował mówiąc, że nasze ubezpieczenie nie obejmuje wszelkich możliwych obcierek, włącznie ze zdarciem dachu. Potem rzucił w powietrze, żeby uważać, bo większość klientów oddaje auta poobcieranie, a to kosztuje ponad $1000. Po dodatkowych informacjach typu, że przy skręcie naczepa skręca bardziej od samochodu itd. wsiadłam do auta. Byłam tak zestresowana, że poprosiłam MiN żeby jechali obok nas, a sama jechałam 20 na godzinę.
Po paru kilometrach moja odwaga urosła i nawet mocno się rozkręciła. Wjeżdżałam w małe uliczki, wykręcałam tyłem, parkowałam równolegle.
T jest ze mnie bardzo dumny, ja odkryłam swoje powołanie i podobno kierowcy ciężarówek sporo zarabiają.
A to widok z naszego dachu.


Sorted out on Wednesday, February 27th, 2008
|
To byla ciezarowka chyba z ladownoscia do 4 ton o ile pamietam, ale moge sie teraz mylic. W kazdym razie wykrecanie na Goulburn Street bylo zawodowe jak na pierwsze w zyciu wykrecanie ciezarowka na ruchliwej ulicy
Brawa dla Marty! Szkoda tylko ze nie mielismy ze soba aparatu :/
Nie ma co, jestem zdolna.
weszlam przez przypadek i prosze ile wypracowan..widok z tarasu jest hmmm ..chyba przestane was lubic ;P
luz, ja przestałam was lubić jak kiedyś zaprosiliście nas do waszego mieszkania…