W trakcie odwyku = brak internetu
Opuscilismy juz Redfern na rzecz centrum. Wszedzie blizej, zapomnialam jak wyglada autobus od srodka, pod domem mamy dwie idealne kawiarnie. Jak wyjezdzalam mowilam, ze chce znalesc kafejke jak w “Przyjaciolach” - mala, z kanapa, przyjazny klimat, taka zeby chcialo sie tam siedziec. Obecnie mam takie dwie i to przy wyjsciu z mojego budynku. O Pablo’s Vice juz pisalam. Druga jest otwarta od 18 i jest najlepsza. Wygodne kanapy, sympatyczni ludzie i az sie prosi zeby przesiedziec tam z laptopem pol wieczora. Z tym, ze jeszcze nie mam internetu…
Co do tego to jest ciezko…na poczatku czulam sie jak na odwyku. To juz 3 tygodnie… A nadal boli…
Co do mieszkania to najlepszy jest dach. Budynek ma 17 pieter, a na dachu ma powierzchnie przystosowana do grillowania. Widac z niego cale miasto, Opere i Harbor Bridge. Wieczorem mozna zlapac butelke wina i siedziec tam…z luneta, ktora dostalam na urodziny. Coz moge powiedzie…mieszkancy sasiednich budynkow nie maja przede mna wielu tajemnic…
Sorted out on Wednesday, February 13th, 2008
|
Zazdroszczę widoku i powierzchni grillowej
hmm..a ja zazdroszcze lata!!! fajnie,ze znowu piszesz. pozdrawiamy Was Igor&Karina&Smok&Ja - ale sie uzbierało :))
luneta ? swintuchy !!!
Pati zapraszam na grila w takim razie.
August widzialam zdjecia Smoka! W O W! Coz moge wiecej napisac…pasuje do Baski…
Asia, zaloze sie ze jak bys do nas wpadla to bys sie od niej nie mogla oderwac. Luneta daje wladze!