|
Everything I wrote regarding Australia
|
|
|
|
|
|
Annapurna Circuit, część II spaceru przez Himalaje
Miałam koszmar, że włamują sie do naszego pokoju i kradną plecak, a ja budzą się w środku nocy, więc ci mnie łapią i trzymają. Chcę krzyczać, ale nie mogę. Wtedy budzi mnie T, bo podobno wołałam o pomoc. Branzoletka z Birmy już chyba nie działa.
Jedyny zegarek jest w ipodzie, więc budzę się co jakiś czas, by sprawdzić, czy już czas. W końcu nadchodzi 6 rano, więc ubieramy się, zawieszamy nadal mokre ubrania na plecakach i wychodzimy, jednak nadal jest ciemno a stołówka zamknięta, nikogo nie widać. Do następnego miasta sporo km, więc wracamy potulnie pod koce i czekamy do 7. W końcu otwierają stołówkę i okazuje się, że mój ipod ma tendencje do zmieniania godziny i wstaliśmy godzinę wcześniej.
Zaczyna się robić coraz stromiej i z kilkoma przerwami jest tak aż do Tal (1700 m npm). Widoki powalają, słońce już wstało i oświetla część gór, inne nadal znajdują się w cieniu.
Każde kolejne miasteczko rozczula.



Starsze dzieci chodzą do szkoły w Tal codziennie, a droga zajmuje im często kilka godzin. Na trasie spotkaliśmy dwie dziewczynki, które maszerują 2h w jedną stronę, codziennie. Te małe chodzą po wioskach i zajmują się same sobą.



W kolejnych chatach siedzą lokalni z gołymi stopami. Czasem mają paleniska i gotują. W wiosce jest zazwyczaj jedno publiczne ujście wody i wszyscy chodzą do niego z brudnymi naczyniami i garnkami.
Czasem zdarza się, że nie do końca wiemy, w którą stronę iść. Lokalni dali nam radę - podążajcie za kupami mułów.

Ktokolwiek powiedział, że ten szlak jest prosty, mylił się. Są podejścia tak strome i tak długie, że wysiadają kolana, a chodzenie stopkami ma sens. Czasem pomiędzy wioskami jest dystans 4 km, ale ze względu na strome podejścia, przewidywany czas podróży to 2,5h. Zastanawia mnie, jak te kuce dają radę z ciężarami na plecach, muszą się przedzierać przez strome schody i duże skały. Jedno miejsce tuż za mostem jest widać wyjątkowo ciężkie, bo leży tam już spora warstwa kup.




Na 2200 m npm robi się powoli chłodno nawet, gdy świeci słońce. Wieczorem nasze polary nie dają rady, więc już od 17 siedzimy pod kocami. W domku są szpary szerokości palca, więc temperatura z zewnątrz panuje również wewnątrz, jednak pod kocami nie jest źle, pod warunkiem oczywiście, że sie nie zsuną.
Sorted out on Wednesday, April 14th, 2010
4 Responses. Add yours!
|
|
|
|
|
|
Perth
W Perth spędziliśmy prawie tydzień, lecz w pędzie przygotowań do opuszczenia Australii, czas minął jak z bicza trzasł.

Co się rzuciło w oko, to wszechobecna moda na Miami Vice, od uczesania do ubrania, ale wśród młodych chłopców.
Znaleźliśmy bardzo interesującą miejscówkę tuż obok oceanu, która pomogła zaoszczędzić ładny grosz, gdyż ceny kempingów to istny obłęd. Co noc zatrzymywało się tam minimum 10 vanów z backpackersami, więc nie czuliśmy się osamotnieni.
Przez chwile wszystko skupiło się na znalezieniu odpowiedniego ubezpieczenia, czyli takiego, które:
- ma sens, bo od czegoś zabezpiecza,
- nie skróci naszego wyjazdu o połowę ze względu na jego koszt,
- można wykupić, gdy jest się Polakiem,
- można wykupić w trakcie podróży.
Niestety nie mieliśmy największego wyboru.
Wszystko leciało jak krew z nosa i jedyne co ratowało sytuację to poranna kawa z cruassantem i spacer po uroczych alejkach Fremantle.

Pożegnanie z OZ było szybkie i bezbolesne, bo w ramach oszczędności przespałam noc na lotnisku, nie myśląc, że to ta ostatnia.
Co zapamiętam, to różowe jezioro po drodze do Perth

Sorted out on Monday, May 25th, 2009
2 Responses. Add yours!
|
|
|
|
|
|
Vanowa kuchnia
Van sporo uszczuplił nasze wydatki. Największym było zrezygnowanie z kempingów i rozbijanie się na dziko, np na parkingu przed kempingiem (czasem trzeba być w życiu beszczelnym).
Co najbardziej doceniliśmy, to możliwość przygotowywania posiłków. Proste śniadanie w kawiarni kosztuje ok $6-7, a nasze cacuszka tylko 1/3 tej ceny, czasem jeszcze mniej.

W ramach zakupów zorientowaliśmy się, że instytucja plastikowej torebki jest na zachodnim wybrzeżu kompletnie obca. Zaowocowało to widokiem ludzi chodzących po ulicach z kartonami pełnymi jedzenia.

Sorted out on Saturday, May 16th, 2009
3 Responses. Add yours!
|
|
|
|
|
|
Sharks Bay & Pinnacle Desert
W drodze do Carvantes zatrzymaliśmy się w ramach wspomnień w Monkey Mia. Żeby nie było wątpliwości, wszystkie delfiny mnie rozpoznały.

Na nocleg wybraliśmy Denham, bo tamtejsze kempingi są zdecydowanie tańsze. Po ulicach chodzą dzikie strusie i całkowicie olewają ludzi. Jeden stanął przede mną w odległości 1m i w chwili gdy gryzłam placek wiśniowy, wysikał kupę. Urocze.

Punktem nie do przeskoczenia w Zachodniej Australii jest Pinnacle Desert, mieszcząca się w Nambung National Park. Z piaskowych diun wyłaniają się setki skalnych słupów. W okolicy można usiąść na plaży, by ją szybko opuścić z piaskiem w zębach.

Sorted out on Saturday, May 16th, 2009
3 Responses. Add yours!
|
|
|
|
|
|
Exmouth i okolice
Po okolicy Exmounth, czyli Cape Range National Park, przechadzają się emu. Wyglądają na dosyć oswojone z ludźmi, ale przy każdej próbie podejścia na odległość mniejszą niż 100m podnosi się kurz. Nadrabiały za to kangury, które grają z kierowcami w szachy. Raz jest szach, a raz i mat.
Samo Exmounth nie budzi zachwytu. Wszystko jest po prostu droższe niż powinno, zwłaszcza kempingi. Na każdym rogu namawiają nas na pływanie z whale sharks, bo to jedyna taka możliwość na całym świecie… my wiemy, że zdecydowanie taniej kosztuje ta sama przyjemność na Filipinach, więc odpuszczamy.
Do Cape Range National Park natura nie wpuściła jeszcze cywilizacji. Nie ma resortów, barów, ani sklepów z suwenirami. Całe dni upływają nam na pływaniu na Ningaloo Reef. Dosyć często ma to miejsce na Turquise Beach wyglądającym jak Whitehaven Beach, z rozmieszczonymi tuż przy brzegu rafami koralowymi.

Do nurkowania lepsza jest pustawa Oyster Stacks, gdzie do wody wchodzi się prosto ze skał, a naokoło rozgwiazdy (w tym fioletowe), korale i ryby wszystkich barw.

Po opłaceniu można tam również biwakować na specjalnie wyznaczonych punktach, co pozwala na poranną kąpiel wśród raf i budzik w postaci papug.

Gorzej jest z wszechobecną solą, bo pryszniców w jakiejkolwiek postaci brak. Stoi jedynie telefon na środku pustkowia.

Na końcu parku, przy Yardie Creek, pojawiły się ponoć krokodyle, więc pojechaliśmy zbadać sprawę. Zamiast tego zaatakowało nas stado much. Biegając odganiałam bydlaki, które bawiły się w grę z ¨luru polegającą na wchodzeniu do każdego otworu na mojej twarzy, kiedy T. pokazał mi kangurzycę z maleństwem w torbie. To jeden z tych widoków, o których się nie zapomina.

Tak jak i zachodów słońca.

Sorted out on Thursday, May 14th, 2009
4 Responses. Add yours!
|
|
|
|
|
|
Go Back
Page 1 of 1712345»...Last »
|
|